Nie zawsze łatwo połączyć trudności, których doświadczamy jako dorośli, z tym, co wydarzyło się w dzieciństwie. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie pamiętamy wyraźnych, dramatycznych wydarzeń. Możemy przecież myśleć: „Miałam normalny dom, rodzice się mną zajmowali”, „Nie działo się nic strasznego”. A jednak w dorosłym życiu może pojawiać się trudność z rozpoznawaniem własnych emocji, proszeniem o pomoc, przyjmowaniem wsparcia czy mówieniem o tym, czego właściwie potrzebujemy.
Czasami takie trudności są jednymi ze śladów doświadczeń, w których emocjonalne potrzeby dziecka przez długi czas nie spotykały się z wystarczającą odpowiedzią. Nie muszą być świadomym wspomnieniem. Mogą być raczej pewnym sposobem funkcjonowania, który przez lata wydawał się czymś naturalnym.
Spis treści
Toggle„Ze wszystkim muszę radzić sobie sama”
Osoba, która jako dziecko wielokrotnie doświadczała, że jej emocje nie spotykają się z odpowiedzią, może nauczyć się ich nie pokazywać. Jeżeli proszenie o pomoc nie przynosiło ukojenia, samowystarczalność mogła stać się najlepszym dostępnym sposobem radzenia sobie. Jeżeli smutek był bagatelizowany, można było nauczyć się szybko go odsuwać. Jeżeli złość była traktowana jak coś niewłaściwego, można było zacząć ją ukrywać.
Z czasem takie sposoby reagowania mogą stać się tak automatyczne, że trudno zauważyć, że kiedyś pełniły konkretną funkcję ochronną. Dorosła osoba może po prostu mówić: „Taka już jestem”, „Nie lubię być zależna od innych”, „Wolę zrobić wszystko sama”, „Nie potrzebuję pomocy”.
Silna samowystarczalność nie zawsze oznacza jednak, że ktoś rzeczywiście nie potrzebuje innych. Czasami kryje się za nią przekonanie, że po prostu nie można na nich polegać. Jeżeli w dzieciństwie wielokrotnie pojawiało się doświadczenie, że własne potrzeby pozostają bez odpowiedzi, niezależność może stać się sposobem ochrony przed kolejnym rozczarowaniem.
Kiedy trudno rozpoznać własne potrzeby
Jednym z możliwych śladów emocjonalnego zaniedbania jest trudność w rozpoznawaniu własnych emocji i potrzeb. Można bardzo dobrze wiedzieć, czego potrzebują inni, a jednocześnie zupełnie nie zauważać własnego zmęczenia, smutku czy złości. Można być osobą, która świetnie wspiera innych, ale sama nie potrafi powiedzieć: „Potrzebuję, żeby ktoś teraz był przy mnie”.
Czasami potrzeby zaczynają być traktowane jak coś kłopotliwego. Pojawia się myślenie: „Nie chcę zawracać głowy, przecież inni mają gorzej”, „ Dam sobie radę”, „Nie powinnam tyle oczekiwać”. W efekcie człowiek może być bardzo uważny na innych, ale coraz mniej obecny dla samego siebie.
W terapii warto wtedy nie tylko uczyć się rozpoznawania emocji, ale również zatrzymać się przy pytaniu, dlaczego własne potrzeby stały się tak trudne do zauważenia. Być może przez wiele lat bardziej opłacało się ich nie mieć, niż doświadczać kolejnego rozczarowania tym, że nikt na nie nie odpowie.
Kiedy pojawia się lęk przed odrzuceniem
Emocjonalne zaniedbanie nie zawsze prowadzi jednak do wycofania i nadmiernej samowystarczalności. U niektórych osób może pojawić się zupełnie inny sposób funkcjonowania, duża wrażliwość na sygnały oddalenia i silny lęk przed odrzuceniem.
Wtedy drobne zmiany w zachowaniu drugiej osoby mogą uruchamiać wiele emocji. Krótsza wiadomość, inny ton głosu, mniejsza ilość uwagi czy chwilowe wycofanie partnera mogą być odbierane jako sygnał, że z relacją dzieje się coś złego. Pojawia się potrzeba sprawdzania, czy druga osoba nadal jest blisko, czy nadal kocha i czy relacja pozostaje bezpieczna.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nadmierna samowystarczalność i silny lęk przed odrzuceniem nie mają ze sobą wiele wspólnego. Mogą jednak być różnymi sposobami radzenia sobie z podobnym doświadczeniem – niepewnością dotyczącą tego, czy można liczyć na drugiego człowieka.
Nie oznacza to oczywiście, że każda trudność w relacjach ma swoje źródło w emocjonalnym zaniedbaniu. Podobne mechanizmy mogą mieć wiele różnych przyczyn. Dlatego w terapii ważne jest nie tyle szybkie przypisanie problemu do konkretnego doświadczenia z dzieciństwa, ile spokojne przyjrzenie się temu, skąd dany sposób funkcjonowania się wziął i jaką funkcję pełnił.
To, co kiedyś chroniło, nie zawsze pomaga dzisiaj
Jednym z ważnych elementów pracy terapeutycznej może być zrozumienie, że strategie, które dziś utrudniają życie, kiedyś mogły być potrzebne.
Jeśli jako dziecko wielokrotnie doświadczałem, że moje emocje spotykają się z obojętnością, mogłem nauczyć się ich nie pokazywać. Jeżeli proszenie o pomoc nie przynosiło odpowiedzi, samowystarczalność mogła być najlepszym sposobem radzenia sobie. Jeżeli relacja z opiekunem była nieprzewidywalna, ciągłe sprawdzanie jego nastroju mogło pomagać przewidywać, co za chwilę się wydarzy.
W dorosłym życiu te same strategie nie zawsze są już potrzebne. Mogą jednak nadal działać automatycznie. Człowiek może wycofywać się, kiedy potrzebuje bliskości, albo przeciwnie – intensywnie jej szukać, kiedy tylko pojawi się sygnał oddalenia.
Zrozumienie tego mechanizmu pozwala spojrzeć na siebie z większą wyrozumiałością. Zamiast myśleć: „Co jest ze mną nie tak?”, można zacząć pytać: „Czego nauczyłem się robić, żeby radzić sobie z tym, co było dla mnie trudne?”.
Co możemy z tym zrobić w terapii?
W terapii nie chodzi o znalezienie winnego ani o przekonanie pacjenta, że jego dzieciństwo było gorsze, niż dotychczas sądził. Chodzi przede wszystkim o możliwość zrozumienia własnej historii i tego, w jaki sposób dawne doświadczenia mogą wpływać na obecne relacje, emocje i sposób traktowania siebie.
Praca terapeutyczna może obejmować stopniowe rozpoznawanie emocji i potrzeb, zauważanie sposobów, w jakie nauczyliśmy się chronić przed rozczarowaniem w relacjach, oraz budowanie bardziej elastycznych sposobów kontaktowania się z innymi. W terapii schematów można przyglądać się niezaspokojonym podstawowym potrzebom emocjonalnym i temu, jak ich brak mógł wpływać na rozwój schematów oraz sposobów radzenia sobie.
Czasami pojawiają się przekonania takie jak: „Nie powinienem niczego potrzebować”, „Muszę radzić sobie sam” albo „Jeśli pokażę emocje, zostanę odrzucony”. Ważnym elementem terapii może być nie tylko ich rozpoznanie, ale również sprawdzenie, czy nadal odpowiadają rzeczywistości i czy rzeczywiście pomagają w budowaniu życia, którego chcemy.
Znaczenie może mieć również sama relacja terapeutyczna. Dla osoby, która przez lata doświadczała emocjonalnej niedostępności, relacja, w której terapeuta stara się zauważać, rozumieć i traktować jej doświadczenia poważnie, może stać się przestrzenią do uczenia się nowych sposobów bycia z drugim człowiekiem. Nie chodzi przy tym o to, aby terapeuta „został rodzicem”, którego zabrakło. Chodzi o bezpieczną, profesjonalną relację, w której można doświadczać zarówno bliskości, jak i granic, a także zauważać momenty niedopasowania i uczyć się ich naprawiania.
Można nauczyć się dawać sobie to, czego kiedyś zabrakło
Nie możemy zmienić tego, czego zabrakło w dzieciństwie. Możemy jednak stopniowo zacząć budować nowe doświadczenia. Możemy uczyć się rozpoznawać własne emocje, nazywać potrzeby, pozwalać sobie odpocząć, prosić o wsparcie i stawiać granice. W terapii nie „naprawiamy dzieciństwa”, staramy się rozwijać nowe sposoby, które nie muszą już opierać się wyłącznie na strategiach wypracowanych wiele lat temu.
Możemy również nauczyć się, że bliskość nie oznacza braku konfliktów ani nieustannego idealnego dopasowania. W każdej relacji zdarzają się nieporozumienia, rozczarowania i momenty oddalenia. Ważne jest to, czy po takim pęknięciu można wrócić do kontaktu, porozmawiać i spróbować coś naprawić.
Historia przywiązania nie musi być wyrokiem
To, czego nauczyliśmy się o relacjach w dzieciństwie, może wpływać na nasze dorosłe życie, ale nie oznacza, że jesteśmy skazani na powtarzanie tych samych schematów. Człowiek nie przestaje się rozwijać wraz z ukończeniem dzieciństwa. Nowe doświadczenia, bezpieczne relacje i świadoma praca nad sobą mogą stopniowo zmieniać sposób, w jaki rozumiemy siebie i innych.
Nie możemy zmienić tego, czego potrzebowaliśmy jako dzieci, a czego wtedy nie otrzymaliśmy. Możemy jednak nauczyć się dzisiaj traktować własne emocje i potrzeby poważnie. Możemy nauczyć się prosić o pomoc, przyjmować bliskość i wybierać relacje, w których jest miejsce na wzajemność.
Do obejrzenia
Jeśli chcesz lepiej zobaczyć, jak wygląda potrzeba wzajemnego kontaktu między dzieckiem a opiekunem, warto obejrzeć materiały Harvard Center on the Developing Child dotyczące „serve and return”. Pokazują one w bardzo przystępny sposób, jak codzienne, pozornie drobne wymiany między dzieckiem a dorosłym wspierają rozwój. https://developingchild.harvard.edu/resources/videos/how-to-5-steps-for-brain-building-serve-and-return/
Warto również zobaczyć materiał „The Science of Neglect”, który w przystępny sposób wyjaśnia, co wiemy o wpływie przewlekłego braku responsywnej opieki na rozwój dziecka. https://developingchild.harvard.edu/resources/videos/inbrief-the-science-of-neglect-video/

