Kiedy zgłaszamy się po pomoc psychologiczną, najczęściej opowiadamy o tym, co jest trudne. Mówimy o problemach, kryzysach, lęku, smutku, przeciążeniu czy konfliktach. To naturalne – w końcu właśnie dlatego szukamy wsparcia.
W gabinecie często słyszę historie pełne cierpienia i trudnych doświadczeń. Jednak obok pytań o to, co boli, lubię zadawać również inne pytanie: „Jak to się stało, że mimo wszystko jesteś tutaj?”. Jak udało Ci się przetrwać wszystkie te trudności? Co pomogło Ci dojść do miejsca, w którym dziś siedzimy i rozmawiamy?
To pytanie często zaskakuje. Jesteśmy tak skupieni na tym, czego nam brakuje, co nie działa albo z czym sobie nie radzimy, że zapominamy zauważyć własne zasoby. A przecież każdy człowiek, który przeszedł przez trudne doświadczenia, posiada pewną siłę, dzięki której przetrwał. W psychologii tę zdolność nazywamy rezyliencją.
Rezyliencja to umiejętność adaptowania się do przeciwności losu, radzenia sobie z kryzysami i odzyskiwania równowagi po trudnych doświadczeniach. Nie oznacza ona, że nie odczuwamy bólu, lęku czy smutku. Nie polega też na byciu zawsze silnym i niewzruszonym. Wręcz przeciwnie, osoby rezylientne również przeżywają trudne emocje. Potrafią jednak stopniowo odnajdywać sposoby, by iść dalej mimo przeciwności.
W psychoterapii często koncentrujemy się na cierpieniu, ponieważ wymaga ono uwagi i zaopiekowania. Jednocześnie równie ważne jest odkrywanie tego, co pomagało nam przetrwać do tej pory. Jakie cechy, umiejętności, relacje czy doświadczenia były naszym wsparciem? Jakie strategie stosowaliśmy, nawet jeśli nie robiliśmy tego świadomie?
Czasami ktoś mówi: „Nie mam żadnych mocnych stron”. A chwilę później opowiada o tym, jak przez wiele miesięcy opiekował się chorym członkiem rodziny, samotnie wychowywał dzieci, ukończył studia mimo licznych trudności albo każdego dnia wstawał z łóżka, choć mierzył się z depresją. To właśnie są przykłady siły psychicznej, wytrwałości i odwagi.
Nasze zasoby nie zawsze wyglądają spektakularnie. Czasem są nimi poczucie humoru, umiejętność proszenia o pomoc, empatia, ciekawość świata czy zdolność do budowania relacji. Innym razem jest to upór, odpowiedzialność lub gotowość do podejmowania kolejnych prób mimo wcześniejszych niepowodzeń.
Dobra wiadomość jest taka, że rezyliencję można rozwijać. Nie jest ona cechą, którą albo mamy, albo nie. To raczej proces, który wzmacnia się poprzez codzienne doświadczenia.
Jak budować swoje psychologiczne „supermoce”?
Po pierwsze, zacznij zauważać własne sukcesy, nawet te niewielkie. Nasz umysł ma naturalną tendencję do koncentrowania się na zagrożeniach i błędach. Dlatego warto świadomie przypominać sobie sytuacje, w których poradziliśmy sobie lepiej, niż się spodziewaliśmy.
Po drugie, wracaj myślami do trudności, które już pokonałeś. Zadaj sobie pytanie: „Co wtedy mi pomogło?”. Odpowiedzią mogą być konkretne działania, ale także cechy charakteru, które warto dalej rozwijać.
Po trzecie, buduj wspierające relacje. Rezyliencja nie oznacza samodzielnego radzenia sobie ze wszystkim. Jednym z najważniejszych czynników chroniących zdrowie psychiczne jest poczucie, że nie jesteśmy sami.
Po czwarte, pozwól sobie na odpoczynek i regenerację. Nawet największe supermoce potrzebują ładowania baterii. Sen, ruch, czas dla siebie i przyjemne aktywności nie są luksusem tylko inwestycją w dobrostan psychiczny.
Na koniec chciałbym zostawić Cię z jednym pytaniem. Gdybyśmy spotkali się dziś w gabinecie, a ja zapytałbym: „Jakie są Twoje mocne strony?”, co byś odpowiedział?
Jeśli pierwszą reakcją jest cisza lub myśl „nie wiem”, to być może warto poszukać odpowiedzi trochę dłużej. Bardzo możliwe, że Twoje supermoce są bliżej, niż myślisz. Być może to właśnie one pomogły Ci przetrwać wszystkie dotychczasowe burze i doprowadziły Cię do miejsca, w którym jesteś dzisiaj.

